Lalka

środa, listopad 17th, 2010 Brak odpowiedzi

Lalka

To dziwne wydarzenie miało miejsce jakieś dwa lata temu. Niestety nie znam miesiąca, dnia, godziny, ani powodu, dla którego byłam w centrum miasta. Nie czułam się jednak z tego powodu zmieszana, czy poruszona. Po prostu wracałam do domu. Sama.
Mimo braku orientacji w porze dnia, wiedziałam jedynie, że jest jeszcze jasno. Pogoda nie była zadowalająca: było pochmurno, chłodno, a cały widok wokoło nie wyglądał tak jak w rzeczywistości- kolory były nieco stonowane do odcieni czerni i bieli. Wszystko było bardzo wyraźne, bardziej jak zazwyczaj.
Już niedaleko od domu próbowałam, jak inni przejść przez wąski odcinek chodnika, naprzeciwko naszego kościoła. Minęłam kobietę, idącą w przeciwnym kierunku, bardzo wysoką i można powiedzieć, miała dziwny wygląd. Zauważyłam, że nosiła białą, zniszczoną już i brudną suknię ślubną, a w ręku trzymała podartą parasolkę przeciw słoneczną. Ale przez tłum, jaki przebijał się przez miasto nie podzieliłam jej większej uwagi.
Kawałek dalej zrobiło się znacznie mniej tłoczno. Znów minęłam odmienną osobę. Miała na sobie czarną, prostą suknię, nie widziałam ani dłoni, ani stóp- gubiły się w tej kreacji. Była wysoka, ja dałabym jej dwa i pół metra. Nie wiem, czy mi się to wydawało, ale zauważyłam, że ona nie stąpa po ziemi- ona sunęła, latała milimetry na nią. A i wyglądała bardzo znajomo… Jak kobieta, którą mijałam nieco wcześniej. Spojrzałam jej w twarz… Ona nie była człowiekiem. Jej twarz była biała, płaska i podłużna. Nos równie długi i równie spłaszczony,a jej usta ledwo były widoczne. Włosy miała długie, potargane. One nie lśniły. Były jakby wypłowiałe, chociaż ich kolor był zdrowo, kruczo czarny. Czoło miała ogromne i lśniące, a pod nim widniały wielkie, okrągłe, czarne oczy. Nie miały powiek, ani tęczówki. Wyglądało to tak, jakby miała jedynie przerażająco wielkie źrenice. A i te oczy nie były wypukłe jak u normalnego człowieka- były płaskie.
To trwało tylko chwilę. Idąc , wydawało się, ze patrzy na wprost. Ale z której strony bym na nią nie spojrzała, jej wzrok był głęboko wbity w moje oczy, jakby chciała mnie nim zabić. Wydawało mi się, że nie spuściła ze mnie wzroku ani na moment. Momentalnie przeszył mnie całą drastyczny, zimny prąd. Poczułam dudnienie w klatce piersiowej, zalał mnie zimny pot, a strach jaki mnie dopadł, aż dusił.
Odwróciłam się szybko i zobaczyłam, że kobieta w podartej sukni ślubnej i parasolką stoi na krawężniku, dokładnie w miejscu, gdzie się mijałyśmy. Patrzała wprost na kościół, jednak jej wzrok czułam również na sobie od stóp do głowy. Nie mogłam z podziwu i strachu zrobić cokolwiek. Stałam wmurowana, z wielkimi oczami. Zaczełam oddychać coraz szybciej, poczułam zimno na całym moim ciele, nic do mnie nie docierało. Mimo że obie te dziwne istoty stały i patrzały się na mnie, wydawało mi się, że do mnie się zbliżają.
Udając, że mnie to nie poruszyło, ruszyłam w stronę domu. Nie biegłam, żeby nie dać poznać po sobie strachu i żeby mieć pewność, że za mną nie pójdą. Szłam tylko nieco szybciej. Oczy mało mi nie wpadły z orbit, nogi jednak mnie niosły tak szybko, że nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się przy moście.
I tu odziwo nie było już nikogo.
Cisza. Słychac było tylko lekki powiew wiatru. Nie odwracałam się, udawałam, że to co widziałam mnie nie dotyczy. Idąc przez parking, koło naszego podwórka widziałam jedynie samochód, który powoli i cicho odjeżdżał z parkingu. Dziwne było to, że nie miał szyb. Nie mogłam zobaczyć, kto nim kieruje i czy w ogóle ktoś w nim siedzi.
Pobiegłam na nasze podwórko. Tutaj całkiem było inaczej. Było tu tak bardzo cicho, aż uszy same mi się zatykały. Nic nie było słychać, ani ptaków, ani wiatru, jakby żywej duszy tu nie było już od dawna. Nawet zmarłej duszy. Miejsce kompletnie opuszczone, jakby odizolowane od reszty świata.
Docierając do schodów mojej klatki, zauważyłam leżący naprzeciwko karton. Duży i otwarty. Nie wiedzieć czemu, zaintrygowało mnie co jest w środku. Podeszłam i spojżałam. A w kartonie nie było nic innego jak kobieta w czarnej, podartej sukni, wyglądająca identycznie, jak te które mijałam. Leżała w nim połamana, jakby ktoś na siłę próbował ją upchnąć do tego kartonu. Jej twarz odwrócona była na wprost mnie, patrzała się tym zimnym, przeszywającym wzrokiem, nic nie mówiła, nie ruszała się. Tylko głaskała swoimi kościstymi, długimi palcami małego okrwawionego, nieżywego już psa. Ten widok przeraził mnie masakrycznie. Zaczęłam krzyczeć najmocniej jak potrafiłam, patrząc się jej prosto w oczy. Łzy zaczęły mi spływać jak z kranu, do momentu aż nic nie widziałam. Stałam tak dłuższą chwilę, krzycząc, wydzierając się, i cały czas myśląc, dlaczego ona na mnie tak patrzy, dlaczego nic nie zrobi, dlaczegpo mnie prześladuje? Ona zaś zdawała się być usatysfakcjonowana tym.
W tej samej chwili mignęło mi jakieś wspomnienie z przeszłości, którego od dawna nie pamiętałam. Ktoś mi je wymazał ze świadomości. Dotyczyło ono tego samego wydarzenia. Te trzy kobiety już kiedyś mnie prześladowały. One były wysłanniczkami mrocznego demona, potwora, który próbował mnie zabić. Uciekałam przed nim w pole suchego zboża. Widząc zbliżający się cień ogromnej postury potwora, zobaczyłam, że na środku pola leży kupa różnych śmieci. Nie mając nic innego w zanadżu, aby się schować, pobiegłam jak najszybciej za śmieci. Wtedy prześladowca zniknął, ale zobaczyłam coś innego: ta kobieta, w tej samej pozycji, jak ta w kartonie, leżała i głaskała jakieś martwe zwierze i patrzyła się, wbijając swój ostry wzrok w moje załzawione oczy.
Wspomnienie uświadomiło mi, ze to się toczy już od dawna, że koniec jest nieprzewidywalny i z pewnością tragiczny.
Krzycząc o pomoc, nie widziałam dokąd idę. Próbowałam uciec do domu. Jakoś udało mi się wedrzec do klatki schodowej. Nie mając sił pragnęłam jak najszybciej znaleźć się w domu. Byłam pewna, że jak tam będę wszystko ucichnie, że będę bezpieczna. Starałam się jak naprędzej wejść na schody i zamknąć za sobą drzwi od mieszkania. Ale nic nie widziałam, przez cieknące strumieniami łzy, byłam zmęczona krzykiem, nie mogłam oddychać. Czułam za sobą obecność tych trzech kobiet, że zaraz mnie dosięgną i nie pozwolą dotrzeć do bezpiecznego miejsca.
Udało się jednak. Nie odwracając się wtarłam do mieszkania. Jeszcze płacząc starałam się obudzić resztę domowników. Nie mogłam. Weszłam do mojego pokoju, zawiesiłam się na łóżku piętrowym, na którym spała moja siostra, odwrócona do sciany. Z całej sytuacji i ze zmęczenia psychicznego zaczęłam wydawać różne dzwięki i krzyki, robiłam dziwne miny, starając się udawać prześladujące mnie istoty. Jednak mimo załamania psychicznego przerażenie mnie nie opuszczało. Nie wiem co miało mi to pomóc. Straciłam rozum. W tej chwili obudziłam moją siostrę. Już się obracała w moją stronę, kiedy wszystko raptownie znikło.

 

TAGI:Konkubina,Kredens,Lesbijka,FizykaMagnetofon,Medalion,FretkaŚwistak,Ikra,KokainaTeśćFachowiec,
AkrostychKastracjaAmbrozjaObietnicaArchiwum policyjne, Archiwum rodzinne, Miara, Arcydzieła, BlachaKalkaAspiryna, Numerologia, Wróżki, Wypalanki, Marnotrawić, Tygiel, Łapówka, Aura, Grusza (drzewo), Azalia, Barłóg, Pozytywka, Belona, Belweder, Doberman

autor: seiva

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by komentować.